Krotko mowiac - lepszego hosta sobie nie moglismy wymarzyc! Dostalismy wlasny pokoj (w ktorym btw miescila sie mala silownia i sauna), a po godzinnej drzemce zaoferowal niedzielne sniadanie z jego rodzina... Nastepny punkt "programu" to wycieczka - krotki spacer po jego miasteczku (Löwenscheid - tylko 300 mieszkancow!), a potem samochodem w doline rzeki Mosel, pelnej winnic i romanskich zameczkow. Przeszlismy sie po dwoch pieknych miasteczkach - Zell i Coch
Okolica pelna jest nie tylko winnic, ale i wiatrakow!!! Zafascynowani wpatrywalismy sie z Kuba w wielkie ramiona, az nagle zatrzymalismy sie samochodem pod jednym z nich :D host sprawil nam nie mala radoche ;)
Po powrocie do domu zjedlismy zostawiony nam w piekarniku Auflauf, a wieczorem przyszli znajomi Paula i siedzielismy na zewnatrz przy herbacie. Rozmowa krecila sie wokol tematu ich podrozy do Dubaju i Omanu, wiec to wcale nie my jestesmy szaleni chcac
Znajomi wyszli ok.23.30, ale nie, MY bysmy poszli od razu spac??? ;) Wsiadamy do samochodu i jedziemy na pobliskie wzgorze ogladac ladujace samoloty!!! :))) Bylo pieknie, stalismy zaraz pod plotem odgradzajacym nas od pasa lotniska... Wielki huk i kolorowe swiatelka na spodzie samolotu :) Pieknie :)
Usatysfakcjonowani i pelni wrazen wrocilismy do domu i nie mielismy zadnego problemu z zasnieciem... :) Pierwszy raz skorzystalismy z Couch Surfing jako goscie i poprzeczka zostala postawiona baaaaardzo wysoko ;)
Ula
2 komentarze:
brzmi jak scenariusz całkiem dobrego filmu przygodowego;) albo jeszcze lepiej: kino drogi;)
Marek
no no, samstag, sontag, niezle :) a ja chcialabym te samoloty na wlasne oczy i uszy! :*
Prześlij komentarz